BLOG

A ja przedwczoraj ściszałam telewizor!

Sprzątanie, pranie, prasowanie, gotowanie. Czy Mamy to we krwi?

Podział obowiązków to temat, który prędzej czy później dotyka każdej ko-egzystencji. Dyskusje, negocjacje, prośby, groźby – w końcu udaje się wypracować pewien system. Na początku prawdopodobnie nie funkcjonuje idealnie, ale z czasem, już nawet nie wiadomo kiedy, działa jak w zegarku. Bywa, że baterie się w nim wyczerpują, ale szybka regeneracja i wracamy do normy. I wtedy pojawiają się one- dzieci.

Tak było u nas. Odkąd zamieszkaliśmy razem było jasne, że musimy ten podział ustalić. I to jak najszybciej, jeśli chcemy żyć w zgodzie. Zasada podstawowa brzmiała: „Sprzątamy po sobie”. Wszystkie pozostałości – dzielimy. I tak każdy z nas wyrzucił ze swojego repertuaru czynności, których nie lubi, na rzecz tych, które.. zniesie. Kilka perełek, których chcieliśmy się pozbyć oboje – rozdzieliliśmy sprawiedliwie (co oczywiście nie znaczy po równo). Tak, wiem, nie zawsze to jest takie proste, ale akurat u nas się udało. Ufff..

Początki, mimo wszystko, nie były łatwe. Czuwanie nad ładem należało głównie do mnie.

Mam tego dosyć. Czy tak ciężko jest:

  • wrzucić brudne skarpety do kosza?!
  • umyć po sobie jeden talerz?!
  • pościelić łóżko?!
  • wynieść śmieci?! (niby wychodziły same, ale tylko z szafki pod zlewem –do podwórka nie docierały)
  • wymienić tę żarówkę?!
  • wytrzeć okruchy po śniadaniu?!

Chyba trochę zadręczałam nas oboje. Miałam nadzieję, że pewnego dnia to się zmieni. Przecież my (kobiety) też nie mamy sprzątania we krwi! Wszystkiego można się nauczyć. Tak też się stało. Dopadła nas rutyna – tym razem w pozytywnym wydźwięku tego słowa.

Kiedy pojawiły się dzieci, miałam pewność, że z dodatkowymi obowiązkami też nie zostanę sama. Rzeczywiście, Marek z przewijaniem, kąpaniem, ubieraniem, karmieniem i każdą inną formą opieki jest za pan brat. To nie znaczy, że jest idealnie! Sprzeczki nadal są. Szczególnie wstawanie w nocy i nad ranem daje nam się we znaki.

Wstaniesz? Ja wczoraj wstawałem.

A ja przedwczoraj ściszałam telewizor!

Druga kwestia konfliktowa:

Marek, Czarek narobił w gacie!

Ok, już CI przynoszę pieluchę i chusteczki.

Pojawienie się dzieci sprawiło, że musieliśmy się całkowicie przeorganizować. Teraz najlepiej działa prawo totalnej elastyczności. Dajemy z siebie tyle, ile mamy sił. To powoduje pewne konflikty, ale sprawdza się najlepiej. Pewne pretensje są jednak nieuniknione.  Tyle, że teraz kierowane do mnie.

Mam tego dosyć. Czy tak ciężko jest:

  • nie wrzucać skórek z obranej marchewki do zlewu?!
  • odkładać buty na półkę z butami?!
  • wyłączać komputer, jak go nie używasz?!
  • włączyć bojler jak zużyjesz ciepłą wodę?! (o tak, to zdarza mi się często)
  • schować mleko do lodówki?!
  • umyć po sobie jeden talerz?!

Rola „kierowniczki domu” to przeszłość. Spadłam z tego stołka. To dobrze, bo równowaga nam służy. Napięcia się pojawiają, ale to coś naturalnego, kiedy mieszka się pod jednym dachem. Nie biorę tego do siebie. Za to cieszę się, że wspólne zajmowanie się domem to coś tak normalnego.

A Wy jaki model rodziny preferujecie – tradycyjny, czy partnerski? Jak wygląda podział obowiązków w Waszych domach?

 

Mogą Ci się również spodobać

Leave a Reply