BLOG, Kuchnia

Co z tą marchewką? Czyli dlaczego rozszerzanie diety spędza sen z powiek

Kiedy rozszerzyć dietę? Co najpierw podać? W jakiej formie podać? I w końcu, czy pozwolić dziecku na wybór? Dziś o dylematach i decyzjach związanych z rozszerzaniem diety.

Dieta dziecka od samego początku to sprawa wagi państwowej. Kiedy już przeminą pierwsze dyskusje związane z mlekiem (o tym pisałam już w Karmisz? Nie, głodzę…), czyli około drugiego miesiąca rozpoczyna się dyskusja o marchewce. Dosłownie.

Je już coś? Coś już je? Co mu dajesz? Nic?? Jak to nic?
Daj mu coś! Ja bym mu już dała, jakbyś tylko nie patrzyła…
Dajcie mu coś! Zobacz jak dziecko patrzy! Czemu mu nic nie dajecie?

Wokół karmienia piersią narosło wiele mitów i trudno się w tym gąszczu doszukać sensu, ale niestety rozszerzanie diety to jeszcze cięższy kaliber.

Zamieszanie wokół jedzenia
Czy to w ogóle ma znaczenie? Po co to całe zamieszanie? Dla mnie osobiście temat żywienia dziecka jest ogromnie ważny. Wierzę, że dobre nawyki wpojone od najmłodszych lat po prostu zaprocentują w przyszłości i zostaną na dłużej. Sama całe życie borykam się z problemami z wagą. A przecież, jeśli zaprzyjaźnimy się z jedzeniem, to może być nasz bardzo dobry przyjaciel. 🙂 Znam dzieci, które wolą sok z buraka niż coca-colę i cicho marzę, że mój syn kiedyś do nich dołączy 😉 Motywację mam jeszcze jedną – jako roczniak maluch pójdzie do żłobka i chciałabym, żeby nie chodził głodny bez mamy! (eeee no wiecie jak jest 😉 )

Zanim jednak rozszerzyliśmy dietę musiałam się zderzyć z całą gamą wątpliwości…

Kiedy?
Według zaleceń WHO bez względu na to, czy dziecko jest karmione piersią, czy mieszanką sztuczną – powinno mieć rozszerzoną dietę po sześciu miesiącach. Byłam w ciągu pół roku u kilku pediatrów – od każdego usłyszałam co innego, ale żaden z nich nie wskazał by ukończony szósty miesiąc był tym najlepszym momentem. Ja postanowiłam, że „zaufam ekspertom” i rozszerzymy dietę dopiero około mijającego szóstego miesiąca. Przyznam, że powód by wytrwać miałam jeszcze jeden, prozaiczny – wygoda! Nie wyobrażałam sobie, myślenia o obiadkach i deserkach podczas upałów, albo wakacji nad morzem.

A gluten?
Kiedyś istniało przekonanie, że by zapobiec nietolerancji glutenu, należy podać je w czwartym miesiącu życia. Ta teza została obalona, ale zarówno od położnej jak i pediatrów usłyszałam, żeby podać sam gluten w czwartym miesiącu a potem mogę z rozszerzeniem diety poczekać… Sama już w tym temacie zgłupiałam i w pewnym momencie miałam już wyrzuty sumienia, że nie podałam glutenu wtedy, kiedy trzeba. Ratunku!!

A co z tą marchewką?
Więc od czego zacząć co podać? Marchewkę? Najpierw warzywa – jedno przez trzy dni i potem kolejne, po dwóch tygodniach pierwszy owoc? A może jednak najpierw jabłuszko? A może skórkę z chleba? [gluten!] Maliny w dziewiątym miesiącu, a brokuł w ósmym? Każda tabelka mówi co innego! Nie wolno cukru i soli, ale dlaczego miodu też nie można? Aaaaa zwariuję!

Czy Bobas Lubi Wybór?
Kiedy pierwszy raz usłyszałam o BLW (z ang. Baby led weaning; metoda karmienia dzieci, gdzie proces rozszerzenia diety jest całkowicie sterowany przez dziecko, tzn. dziecko decyduje czy i ile zje, rodzic decyduje co dziecku poda), pomyślałam, że to jakieś szaleństwo! Bez przesady! Oczami wyobraźni widziałam: dławiące się dziecko, wiecznie brudne dziecko, wszystko brudne dookoła i niekończące się sprzątanie,a przede wszystkim to, że dziecko w ogóle nie będzie jadło tylko ciągle się bawiło. Wraz z przypływem wiedzy powoli zaczynałam myśleć, że w tym szaleństwie jest metoda. W końcu po co papki, jeżeli będę rozszerzała dietę u sporo starszego niemowlęcia niż to było „za czasów papek”! Ale… bardzo sceptycznie podchodzę do tego typu mody, a niewątpliwie BLW to teraz bardzo modny temat. Na razie brak jest (lub mnie nie udało się znaleźć) badań w jaki sposób BLW długofalowo wpływa na rozwój dziecka. I znowu w kropce.

Czas na decyzje
Temat rozszerzania diety dziecka to do tej pory najtrudniejsza dla mnie decyzja. Czułam się tak przytłoczona wszystkim – nadmiarem i chaosem informacji, presją ze strony otoczenia, świadomością, że te decyzje są bardzo ważne. Chciałam, jak w przypadku decyzji o karmieniu piersią, mieć poczucie dobrze podjętej decyzji.
W związku z tym, postanowiłam nie decydować! Nie chciałam już się zastanawiać, nie chciałam, żeby mnie pytano. Po cichu liczyłam, że po prostu samo przyjdzie, że instynkt macierzyński da o sobie znać! Nie byłabym jednak sobą, gdybyśmy nie podjęli pewnych założeń.

Nasze założenia:
1. Rozszerzymy dietę około ukończonego szóstego miesiąca życia (wtedy kiedy poczujemy, że to ten czas)
2. Będziemy jedli wspólnie przy stole, na początku dwa posiłki dziennie. Małego posadzimy w krzesełku do karmienia.
3. Postaramy się zapewnić dziecku maksimum różnorodności – w smaku, w kolorze, w konsystencji, w sposobie karmienia (pozwolimy na samodzielność, ale będziemy również karmić łyżeczką).
4. Nie będziemy podawać jednego składnika przez trzy dni. Jeżeli karmiąc piersią jadłam wszystko i nie mieliśmy żadnych problemów z alergią, liczę, że dalej ich nie będzie.

Jak wyglądała konfrontacja założeń z rzeczywistością? O tym opowiem już niebawem!

A jak wy rozszerzałyście dietę dziecku? Podzielcie się w komentarzu!

napisała

Mogą Ci się również spodobać

1 komentarz

  • Rozszerzanie diety w praktyce – v.1 - MamyChwile - blog dla mam

    […] rozszerzania diety niewątpliwie spędzał mi sen z powiek (więcej TUTAJ). Począwszy od tego KIEDY rozpocząć. Finalnie stało się to w zasadzie spontanicznie – […]

    Listopad 30, 2017 at 10:15 am Odpowiedz
  • Leave a Reply