BLOG

Drugie życie rzeczy

Dziś coś dla tych, którzy borykają się z nadmiarem rzeczy. Bez względu jednak na to, jak bardzo wyrzekalibyśmy się materializmu – rzeczy, w rzeczy samej, były, są i będą ważne. Jak nie dać się zwariować w konsumpcyjnym świecie, kiedy pojawia się dziecko i dlaczego warto sprawić rzeczy drugie życie? Zapraszam do lektury.

Idea, której staram się w życiu trzymać, to złoty środek. Wiecie, wszystko jest dla ludzi, oby z umiarem. Kilka lat temu po raz pierwszy spotkałam na żywo “minimalizm”, choć cały ten współczesny nurt minimalizmu był wtedy dla mnie czymś nowym, sama idea była mi całkiem bliska i znajoma. Idea jest mi nadal bliska, konsekwentnie wprowadzam zmiany, które finalnie, mam nadzieję, sprawią, że będziemy mieć w domu tylko to, co faktycznie sprawia nam radość, jest nam potrzebne, jest używane, daje wartość dodaną do naszego życia. W moim przypadku to długotrwały proces, ale ja nie lubię chwilowej mody, dlatego też staram się podejść do tematu bardzo przemyślanie.
Przez te kilka lat wprowadziłam kilka zasad, które sprawiły, że w naszym małym mieszkaniu, wraz z pojawieniem się dziecka, nie utonęliśmy w nadmiarze rzeczy i jakoś jeszcze dajemy rade;) do ideału daleko, ale nie od razu Rzym zbudowano!

Za mała szafa?

Najczęściej, my kobiety, mamy problem z ciuchami, a raczej ich nadmiarem. To dla mnie ciągle trudny temat, bo marzy mi się taka idealnie skomponowana, dobrej jakości garderoba. Jednak skonstruowanie jej, wbrew pozorom, wcale nie jest takie proste. Może gdybym miała pójść do stylistki, która wymyśliłaby mi skład szafy, a potem wyrzuciła wszystkie stare rzeczy i włożyła nowe, może wtedy byłby to szybki proces. Nie uwierzyłabym jednak w powodzenie takiego przedsięwzięcia. Ciągle się uczę – jak rozpoznać dobre materiały, w jakim fasonie wyglądam i czuję się najlepiej, jakie korzystne połączenia wybrać, w końcu jak nie dać się uwieźć wyprzedaży i nie iść na kompromisy. Na początek musiałam bez sentymentów pozbyć się wielu rzeczy, które (taka prawda) nie nosiłam od lat i prawdopodobnie nigdy bym już nie założyła. W ograniczeniu ilości ubrań pomogła mi prosta zasada:

Stała liczba rzeczy

Za każdym razem, kiedy kupowałam coś nowego, pozbywałam się czegoś starego. Zastępowałam rzeczy, zamiast dokładać nowe. Jeśli lubicie kupować, a macie dużo ubrań – taka zasada z pewnością będzie pomocna! Ale, będąc w ciąży zdałam sobie sprawę, że teraz musimy zrobić sporo wolnego miejsca w szafie! Wtedy przyszedł czas na solidne spojrzenie

Oko w oko z szafą

Przyszedł czas na solidne rozprawienie się z… trupami z szafy 😉 No wiecie… te dla piękniejszej, szczuplejszej, młodszej i… młodszego 😉 Wcześniej większość rzeczy oddawałam, ale ponieważ czekało nas w nieodległej przyszłości sporo zakupów, tym razem postanowiłam spróbować coś sprzedać. I co? Okazało się to strzałem w dziesiątkę! I to nie tylko dlatego, ze robiło się miejsce, a jednocześnie do portfela wpłynęło parę groszy…

Drugie życie rzeczy

 Na pierwszy ogień poszły takie perełki jak “ukochana” ramoneska męża… od czasów technikum wisząca w szafie i… moja suknia ślubna. Suknia z założenia miała po przeróbkach stać się suknią koktajlową do powszechnego użytku… nie dostała jednak swojego drugiego życia. Ale… kiedy zobaczyłam w sukni nową pannę młodą i to, że wygląda w tej sukni równie pięknie jak ja, wtedy zrozumiałam, że to dopiero jest drugie życie rzeczy! Historii, od tego czasu nazbierało się sporo. W większości wypadków sprzedając coś, co zalegało mi i tak naprawdę czekało, żeby być tak starym i bezużytecznym by nie mieć skrupułów to wyrzucić, sprawiałam radość komuś, kto to tego potrzebował. Dla mnie było to nie lada odkrycie i niezwykle pozytywne doświadczenie!

Druga strona medalu

Oczywiście nie zawsze bywa różowo. Kiedyś ogłosiłam, ze oddam (za nic) kilka kosmetyków – balsam, żel, peeling – coś, co otworzyłam, ale się nie sprawdziło, głupio byłoby to sprzedawać, a wyrzucać szkoda. No i się zaczęło – telefony, esemesy, nękanie wręcz, że jak to nie chcę tego komuś wysłać pocztą (na mój koszt), że jak to nie przywiozę tego komuś gdzieś tam. Naczytałam się historii o nieszczęściu i, niestety nauczyłam tego, ze następnym razem lepiej to zostawić pod śmietnikiem.

Wyprawka z drugiej ręki

Po okresie pozbywania się, czy jak kto woli robienia miejsca na nowe (w tym samym czasie mały mieszkaniec brzucha już solidnie zaczął się rozpychać!), przyszedł czas na kompletowanie wyprawki. O tym, co się sprawdziło, a co było w moim odczuciu zbędne pisałam TUTAJ 🙂 W tym miejscu natomiast serdecznie Was zachęcam do tego kompletowania wyprawki z drugiej ręki. Jest naprawdę mnóstwo rzeczy, które z powodzeniem możecie od kogoś odkupić a nawet pożyczyć! Większość początkowej wyprawki naprawdę nie zdąży się ani trochę zniszczyć, a Wy nie tylko zaoszczędzicie pieniądze i sprawicie, że będziemy mieć mniej na wysypisku śmieci, ale możecie przy tym kogoś poznać (np. odbierając używany wózek z internetowego ogłoszenia), możecie kogoś pozbawić problemu (“Aaaa… leżało, kurzyło się, nie wiedzieliśmy co z tym zrobić, super, że jeszcze komuś się przyda!”), a nawet przywiać do domu dobrą aurę. Ja akurat trochę wierzę w takie rzeczy 😉 Dlatego zanim odkupicie łóżeczko… upewnijcie się, że dziecko, do którego należało, spało jak aniołek! 😉

A jakie są Wasze doświadczenia? Dla dziecka wszystko kupujecie nowe czy korzystacie z “używek”? Czekam na Wasze opinie w komentarzu!

Mogą Ci się również spodobać

Leave a Reply