BLOG

Przyjaźń listem pisana

Nikogo już dzisiaj nie dziwi znajomość z internetu. Można się teraz poznać na fejsbukowej grupie, czy przez mobilną aplikację. A czy ktoś jeszcze pisze do siebie tradycyjne listy? Zapraszam do lektury historii o prawdziwej przyjaźni napisanej listem.

Listy były w moim życiu bardzo ważne. Napisałam i dostałam ich naprawdę wiele. Pisałam z przyjaciółkami, miłościami życia, najbliższą rodziną. Ba! Kilka osób, z którymi po latach nadal mam kontakt, poznałam tylko za pośrednictwem tradycyjnych listów. Od M. też dostałam list, inaczej chyba nie zostałby moim mężem 😉

Dziś podzielę się z Wami historią dla mnie wyjątkową, historią o przyjaźni.

Koleżanka ze szpitala
Poznałyśmy się leżąc w tym samym szpitalu. Miałyśmy po 9 (słownie: dziewięć) lat. Zaczęło się, jak wiele kobiecych przyjaźni – od mężczyzny. Po szpitalnym korytarzu szybko rozeszła się wieść, że w  zbiorze swoich zabawek posiadam… przystojnego bruneta, prawdziwego Kena z Barbie. Pożyczyłam (!) go Ewie i od tego zaczęła się nasza znajomość. Spędziłyśmy razem w szpitalu kilka tygodni, a potem rozjechałyśmy się do domów.

Przyjaźń na odległość
Mieszkałyśmy 100 km od siebie. Dziś powiedziałabym, że to nie odległość. Tak! Kilometry nie grały roli, bo będąc dzieckiem w latach dziewięćdziesiątych, bez internetu, a nawet telefonu, każda odległość, której nie dało się pokonać rowerem, była zwyczajnie ogromna!

Pierwszy list
Pamiętam pierwszy list, który napisałam do Ewy. To znaczy, nie pamiętam treści, ale doskonale pamiętam sytuację. Najpierw napisałam na brudno, a potem mama sprawdziła, czy nie ma błędów. W liście może nie było, ale przez długi czas błędnie pisałam nazwę miasta na kopercie (Pozdrowienia dla wszystkich mieszkańców Biłgoraja, nazywanego przeze mnie przez długi czas Biugorajem!). Zdecydowanie lepiej pamiętam pierwszy list od Ewy, bo mam go do dzisiaj, podobnie jak chyba wszystkie.

Spotkanie po latach
Od momentu, kiedy jedna z nas wyszła ze szpitala, do czasu kiedy spotkałyśmy się po raz kolejny minęły cztery długie lata i wiele bardzo długich listów. Poznałyśmy się jako dzieci (dziewięcioletnie), a nasze kolejne spotkanie to były dwa wakacyjne tygodnie spędzone razem już jako nastolatki. Przez cztery lata pisałyśmy wyłącznie listy! Telefon posłużył nam już tylko do umówienia szczegółów spotkania. Mama przywiozła mnie do “obcego” domu i zostawiła na tydzień. 😉

Emocje na wagę listu
Listy to niezwykłe emocje. Znacie to uczucie, kiedy oglądacie serial, odcinek kończy się w najlepszym momencie, a na kolejny trzeba czekać tydzień? Z pisaniem listu jest podobnie… Wyczekiwanie na listonosza, zuchwałe zerkanie do skrzynki, czy już coś białego w niej migocze, otwieranie koperty, zapach i list… Po samym liście widać, co i jak – długi czy krótki? Pisany lekką czy niespokojną ręką? Pośpiesznie czy nieskładnie, bo przecież tyle się wydarzyło, tyle myśli… Czytamy… zakochała się! Jakie on ma oczy, a jak się uśmiecha, a jak na mnie spojrzał, ale… pojawia się jakaś inna i wtedy… wtedy jest koniec listu, a do następnego odcinka co najmniej tydzień, zazwyczaj dwa, czasem dłużej. Jednocześnie trzeba przecież też na list poprzedni odpowiedzieć. Nieraz okazywało się, że między jednym a drugim listem obiekt naszych westchnień zdążył się już zmienić.

Magia listu
Pisałyśmy listy, nawet wtedy kiedy zdobycze techniki pozwoliły już nam mieć kontakt na bieżąco.

A co u M? To znaczy, niby wiem co, bo jesteśmy na bieżąco, ale chętnie poczytam wszystko jeszcze raz i będę tak samo przeżywała, jakbym czytała wszystko pierwszy raz! 😀 Bo wiesz, tradycja to tradycja, list to list, a nie jakieś tam GG.

Dziś, kiedy piszę te słowa, mam dreszcze na myśl o emocjach, które towarzyszył mi przy czytaniu i pisaniu tych wszystkich listów przez tak wiele lat. To w listach poznałam całą historię miłości, która trwa do dziś (ile to już lat razem Kochani? 11?). Trudno mi teraz przypomnieć sobie moment, kiedy elektroniczne listy i komunikatory zaczęły wygrywać z listami. Ale to, co w tradycyjnych listach wyjątkowe to fakt, że jeśli się już coś wysłało, nie da się do tego wrócić. Nie można sprawdzić historii wiadomości, dopowiedzieć. Trzeba uważnie i rozsądnie ważyć słowa i myśli. Mimo to jednak, list nigdy nie budził wątpliwości co do odczuć i intencji.

Przyjaźń wyjątkowej chwili
Cudowne są przyjaźnie od przedszkola, mnóstwo wspólnie spędzonych chwil, niekończące się wspomnienia, anegdoty. Nasza przyjaźń jest inna. Początkowe 100 km szybko zamieniło się w 400, a potem wiele więcej. Nigdy nie byłyśmy kumpelkami z sąsiedztwa, które pożyczają od siebie kosmetyki i wspólnie chodzą na podryw. Nie uczestniczymy w życiu naszych rodzin. Nasza przyjaźń jest napisana listem. Zawsze trochę z boku, bardziej w charakterze obserwatora niż uczestnika, ale jest wyjątkowa. Każde nasze spotkanie to przygoda! A to pociąg pomylony, a to samolot się spóźnił, a to chłopak porywa do teatru, a na scenie w drugim końcu kraju… ja. Przyjaźnimy się ponad 20 lat, zawsze na odległość, ale Ewa jest mi bliska jak przyjaciółka z piaskownicy 🙂

A jaka jest historia Twojej przyjaźni?

Mogą Ci się również spodobać

3 komentarze

  • Ewa

    Dziekuje za ten tekst Natalia! 🙂 Nic dodac, nic ujac – tak bylo! Wzruszylam sie… Musze odkopac te nasze listy i powspominac przy nastepnej wizycie w BILGORAJU 😀

    Październik 26, 2017 at 7:48 am Odpowiedz
    • Natalia_M

      Poczekaj aż Ci przywiozę do poczytania parę perełek, które przez wzgląd na tajemnicę korespondencji nie nadawały się do publikacji 😛

      Październik 26, 2017 at 8:29 am Odpowiedz
  • Michał

    Świetny tekst!

    Październik 31, 2017 at 5:40 pm Odpowiedz
  • Leave a Reply