BLOG, Kuchnia

Rozszerzanie diety w praktyce – v.1

Ostatnio dzieliłam się z Wami moimi rozterkami dotyczącymi rozszerzania diety. Dziś będzie o tym, jak wyglądały nasze początki. Zapraszam do lektury!

Temat rozszerzania diety niewątpliwie spędzał mi sen z powiek (więcej TUTAJ). Począwszy od tego KIEDY rozpocząć. Finalnie stało się to w zasadzie spontanicznie – jedliśmy obiad i postanowiliśmy sprawdzić gotowość naszego syna podając mu… fasolkę szparagową :D, którą chętnie zgarnął z talerza i spróbował. To było dwa tygodnie przed magiczną barierą ukończonych sześciu miesięcy. Trochę mi ulżyło, ale zanim zaopatrzyliśmy się we wszystkie potrzebne rzeczy, minął tydzień. Tym samym, na dobre rozpoczęliśmy rozszerzanie diety tydzień przed ukończeniem szóstego miesiąca.

Przede wszystkim – nie taki diabeł straszny! Nasze pierwsze dwa tygodnie uważam za nasz wspólny sukces! Ale niech będzie po kolei…

Pierwszy posiłek
Na pierwszy WSPÓLNY posiłek… wybrałam kaszę manną i mus z jabłka. Jednak ten gluten nie dawał mi spokoju ;). Usiedliśmy wszyscy razem do niedzielnego śniadania. Zamierzałam nakarmić małego, ale on niewiele myśląc od razu włożył rękę do miseczki, a potem wyrwał mi łyżeczkę.


Na pierwszy obiad dostał gotowany ziemniak, marchewkę i fasolkę w kawałkach – do samodzielnej konsumpcji. O ile z fasolką od początku szło Florkowi bardzo dobrze, o tyle z ziemniakiem i marchewką już gorzej. Skończyło się na rozdrobnieniu ziemniaka z marchewką widelcem i podaniu łyżeczką. Smakowało! Natomiast to, co od pierwszego dnia najbardziej posmakowało małemu łakomczuchowi to…

Woda!
Decydując się na rozszerzanie diety w połowie pierwszego roku życia uznałam za zbędne podawanie picia w butelce ze smoczkiem. Postanowiłam spróbować podać wodę (w naszym wypadku do przegotowana kranówka, sami nie kupujemy wody butelkowanej, mamy bardzo dobrą wodę w kranie) w bidonie ze słomką lub kubku diody. Na pierwszy rzut poszedł diody i byłam w wielkim szoku, jak szybko synek załapał o co chodzi, a przede wszystkim jak bardzo to polubił!

Nowe smaki
Zdecydowałam się na podawanie różnych produktów w tym samym czasie. Ufam, że skoro dotychczas nie mieliśmy żadnych alergicznych problemów, to tym bardziej nie powinnam ograniczać alergenów. Przez pierwsze dwa tygodnie spróbowaliśmy naprawdę sporo! Wprowadziliśmy dwa posiłki uzupełniające – śniadanie (zazwyczaj w praktyce to było późne drugie śniadanie) oraz obiad. Na śniadanie były zboża (kaszka manna, owsianka, płatki jaglane) z owocami – jabłko, banan, gruszka, brzoskwinia, śliwka, morela. Śniadaniowym hitem okazał się pomidor! Naprawdę musiałam mu schować sprzed oczu, na pierwszy raz nie chciałam, żeby zjadł za dużo. Jedliśmy też awokado (samo i na pieczywie). Obiady to przede wszystkim warzywa – w kawałkach, rozgniecione widelcem, zmiksowane na zupki. Spróbowaliśmy ziemniaka, marchewki, selera, pietruszki, brokułu, cukinii, dyni, fasolki, kalafiora. Oprócz warzyw podałam mięso z indyka i jajko, a w zasadzie żółtko (znowu przemówiły do mnie lęki 😉 ), oraz oliwę z oliwek. Oprócz tych dwóch posiłków kp na żądanie.

Radość z jedzenia
Jak przyznałam w poprzednim poście, temat rozszerzania diety był dla mnie bardzo ważny i stresujący. Póki co… niepotrzebnie! Liczyłam, że to będzie przygoda, ale nie sądziłam, że przyniesie i nam (rodzicom) i dziecku tyle radości! Maluch próbuje wszystkiego z ochotą i przyjemnością. To niesamowite! Ale wiem również, że to zasługa jego gotowości. Być może gdybym rozszerzyła dietę wcześniej, nie byłoby u dziecka tego efektu WOW! Oprócz radości z samego jedzenia, cieszy mnie ogromnie to, że póki co nie było żadnej alergii, problemów trawiennych, bólów brzucha, zaparć, biegunek itp. Jestem baaaardzoooo DUMNA z mojego syna, ale również z siebie i męża, bo dla nas wszystkich takie wspólne posiłki stały się radością.

Czy Bobas Lubi Wybór?
Skłamałabym, mówiąc, że rozszerzamy dziecku dietę metodą BLW. To w zasadzie nasza metoda. Staram się trzymać zasad, o których pisałam ostatnio, ale przede wszystkim staram się być cierpliwa i uważnie obserwować dziecko. Kilkukrotnie zdarzyło się, że mały odgryzł za dużo i zaczął się jakby dławić, ale powolutku wypluwał z powrotem te kawałki, których nie chciał/nie mógł połknąć. Próbował różnych konsystencji, niewątpliwie te najbardziej zblendowane są najłatwiejsze dla niego i je je najchętniej, ale konsekwentnie podaję różne potrawy. Z łyżeczki zjada najchętniej, ale mimo, że go karmię, zawsze bierze łyżkę w swoje ręce. Na ile rozumiem ideę BLW, powinnam pozwolić dziecku na wylewanie wszystkiego z łyżki, ja jednak pomagam mu w tym, ale nie zmuszam i nie wciskam na siłę. To co podaję w kawałkach też trafia do buzi, ale tutaj jest czasem problem z konsystencją – np. dynię ugotowałam zbyt miękką i rozgniótł ją tylko i rozmazał po blacie, banan jest bardzo śliski i nie koniecznie udaje się trafić nim do buzi. Z pewnością jednak mój Bobas lubi Wybór, bo prawie codziennie próbuje czegoś nowego :D!

Gadżety dla smakosza
Nie będę oryginalna, jeśli powiem, że przed rozszerzaniem diety udaliśmy się na zakupy do sklepu IKEA. Kupiliśmy najzwyklejsze krzesełko (choć okazało się, że tacki do krzesełka są wyprzedane i tę musiałam zamówić przez internet), śliniaki oraz dwa super gadżety: fartuszek oraz miseczki – płytkie i z grubym rantem – bardzo polecam!

Tak wyglądała nasza przygoda z rozszerzaniem diety przez pierwsze dwa tygodnie.

Jak to wygląda/wyglądało u Was? Co było najtrudniejsze?

Mogą Ci się również spodobać

Leave a Reply