BLOG

Strach ma wielkie oczy

Wszyscy się czegoś boimy. Czy zawsze słusznie? Czego boi się mój mąż, a nie boi mój syn? I dlaczego „Baby są gupie”? Zapraszam do lektury!

Dziecięce strachy
Nie będę oryginalna, jeśli powiem, że mój mąż boi się igły. Za ten lęk, swoją drogą, jako kilkulatek porządnie oberwał! Po jedynym w jego życiu ukłuciu (w palec!), do którego musiały go trzymać trzy pielęgniarki, wsunął pod drzwi zabiegówki kartkę „Gupie baby”. A, że jego mama pracowała w tej przychodni… No nie muszę chyba kończyć tej historii, prawda?
Ja dla porównania igły od dziecka się nie bałam i od najmłodszego twardo się przyglądałam, co też mi tam majstrują przy ręce.

Nieuniknione
Mam krew z minusowym Rh, więc w ciąży nieuniknionym stało się, że M. będzie musiał oddać krew do badania. Zbladł od razu na samą myśl. Co się musiałam naprosić… Najpierw po skierowanie. Kiedy lekarz usłyszał, że nigdy nie miał badania krwi, od razu zlecił pełną diagnostykę.
Nadszedł ten dzień, przygotowywałam jak mogłam, kazałam wypić hektolitry wody i powtarzałam, że to NAPRAWDĘ NIE BOLI. W godzinę zero pojechałam razem z nim, przecież jak zemdleje to jak wróci do domu? W pewnym momencie już nie wiem, kto się bardziej bał tego kłucia – ja czy on?
Wyszedł dumny „Eeee tam, to NIC NIE BOLAŁO”, ja byłam dumna wcale nie mniej. „Pielęgniarka powiedziała, że mam ci kupić kwiaty za to, że kazałaś wypić tyle wody.”

Mały człowiek, wielki strach
Urodził się drugi ukochany mały mężczyzna i na dzień dobry do kłucia… W szpitalu bez ceregieli – „Proszę zaczekać za drzwiami”, potem wyjeżdżały w wózeczkach wrzeszczące wniebogłosy maleństwa. Mój mały wyjeżdżał tylko z łezką w oku. Twardy!
Pierwsze szczepienie – pół nocy nie spałam! Parę sekund płaczu i koniec. „Histeryk to z niego nie jest”.
Drugie szczepienie – znowu stres, przecież już większy, już więcej rozumie, więcej doświadcza… Bez histerii.

Ma to po mamie
Nastał moment pierwszego pobrania krwi. Nooooo to się będzie działo! Ze szczepieniem to łatwo – wbiją igłę i koniec. Ale pobranie krwi? Przecież teraz nie można mu nawet nosa wytrzeć przez wrzasku… Znowu pół nocy nie spałam.
Wchodzimy do zabiegówki. „Ten maluch do pobrania? Oooo! To ja dzwonie po koleżankę, ja nie dam rady!” Moje nogi jak z waty… Przychodzi uśmiechnięta „Ciocia Ania”, pobiera dwie próbki krwi, a mały twardziel nawet nie miauknął. Niecierpliwił się tylko, że nie dosięga do tych kolorowych ampułek. Ma to po mnie!

A dlaczego „Baby są gupie”?
Bo się martwią i przeżywają za tych walecznych mężnych rycerzy, którzy od zawsze przecież mieli chronić rodzinę i polować na zwierza, a gdzieś po drodze ewolucji wydarzyła się taka dziwna rzecz, że boją się malutkiej, świecącej i robiącej mniej hałasu niż komar, igły!

A czy Wasi mężczyźni też boją się igły? A jakie są Wasze wielkie-małe strachy? Okazuje się, że niepotrzebne?

Mogą Ci się również spodobać

2 komentarze

  • Iza

    Hahahahaha! No pośmiałam się! I z tych facetów, bo mój to przecież też taki. Odjazd od razu. Ma rzadką, zerową grupę, wiec kiedyś była potrzeba by oddać. Gdzie tam!! Nie dało rady! Od nieprzytomnego nie wezmą
    Pośmiałam się z Ciebie i z siebie
    I jestem dumna jak paw z Małego Wielkiego Bohatera!!

    Wrzesień 23, 2017 at 12:40 pm Odpowiedz
    • Natalia_M

      😀

      Wrzesień 23, 2017 at 1:17 pm Odpowiedz

    Leave a Reply