BLOG, Dziecko, Z humorem

Wierzyć w Mikołaja? Czy nie wierzyć?

Oto jest pytanie! A co ma wspólnego Mikołaj z rozwodem i dlaczego renifery jak się rozpędzą to lecą? No…. dziś dowiecie się wielu ciekawych rzeczy!

Mikołajowy kryzys

Każde małżeństwo przeżywa kryzys po narodzinach dziecka. Nie ma na to rady. Musicie się Państwo przygotować! – grzmiała Pani Psycholog na zajęciach w szkole rodzenia.

No tak, prędzej czy później kryzys nadejdzie, albo przychodzi i odchodzi. Życie! U nas prawie poszło na noże, kto wie czy nie skończyło by się rozwodem, gdyby nie… Mikołaj! A podobno Święty!

Mikołaj? Za żadne skarby!

Pierwsze dziecko i wiadomo – człowiek się stara. Pomyślałam więc, że to będzie wspaniała zabawa, jeśli tata przebierze się za Świętego (może przy okazji jakieś jego przymioty zostały by z tatą na dłużej…?) i w mikołajkowy wieczór odwiedzi syna! Akurat nieobecności taty, syn by przecież nie zauważył 😉 Ale…

Prezenty znajduje się pod poduszką! Wymyślasz!

Zaczęło się niewinnie! Pomyślałam – fakt, z kogo jak z kogo ale z M. aktora nie będzie.

No to może dziadek albo wujek? Będzie lepsza niespodzianka!

Yyyy aaaaa…..eee.e….. hmmmm yhy m…. Zapytam!

Ok!

Pytałeś??

Yyyyy…. a….. h….. eghm…. Zapytam…

Ok! To oznacza – trzeba brać sprawy we własne ręce! Na szczęście córka przyjaciółki ma dobrego chrzestnego tatę – słowem wbijemy się na cudzą imprezę, ale przecież jak to tak?? Bez Mikołaja? Przecież Maluch jest taaaki słodki, tak lubi ludzi! Będzie zachwycony!!

Na ostrzu noża

Dumna oznajmiam, jaka jestem obrotna i, że Mikołaja znalazłam!

Ale po co? Ale niepotrzebnie, on nic nie rozumie… Środa? Oj pracuję do późna!

Dalszą wymianę zdań, rozumiecie, z uwagi na czystość polskiego języka, pominę. Gdybyśmy mieli w zwyczaju rzucać w siebie talerzami – to byłby ten moment!! Czy naprawdę, aż na taki głupi pomysł wpadłam?

Każdy może zostać Świętym Mikołajem

Wierzyłam w Mikołaja, do dziś pamiętam frajdę ze spotkań, z prezentów znalezionych pod poduszką, same wspaniałe wspomnienia! Ba! Kiedyś sama, w potrzebie, przebrałam się za Mikołaja. Za pierwszym razem było w porządku – chłopczyk, którego odwiedzałam był jeszcze mały i… Zgadnijcie! Bał się Mikołaja 😉 , ale za drugim razem (małoletni kolega miał już wtedy ok 4 lat) trafiłam na „sto pytań do”:

A jak ty Mikołaju tu przyjechałeś?

Przyleciałem! Saniami, z reniferami odpowiadam dumna i przygotowana

A jak się nazywają renifery?

Jeden Rudolf, drugi Adolf…. Trzeci Hitler! – niewybrednie podpowiada wujek

A gdzie są sanie? nie odpuszcza

Na dachu! – uff

A jak to się dzieje, że sanie lecą? :O

No…. – yyy – renifery biegną….., biegną…. a jak się rozpędzą to lecą! *
*niestety nie udało mi się znaleźć nagrania video – było dużo zabawniejsze 😉

Mikołajki coraz bliżej, a mikołajowy kryzys narastał… w końcu padło ciche:

Ja zawsze bałem się Mikołaja….

Więcej nie musiałam usłyszeć. Ok. Trzeba było tak od razu. A teraz? Boję się, że Mały będzie się bał i… ja będę musiała przyznać rację mężowi!

A jak wy obchodzicie Mikołajki?

EDIT: Ponieważ publikacja tekstu przypadła na moment, kiedy już się stało! Donoszę, że na kolanach u Mikołaja siedziała i młodzież i nawet Mama, i obyło się bez płaczu! 😉

Mogą Ci się również spodobać

Leave a Reply